uwaga, pisze! 2008-04-20 22:25:29

jakie to zycie jest jednak zabawne.
im bardziej sie wokol rozgladam, tym starsza sie sobie wydaje. jedni planuja sluby, inny sie rozstaja. jedni znajduja sens zycia, zycie innych sie wali. a moje zatacza olbrzymia petle. chcialabym choc katem oka zobaczyc siebie za rok, albo 5. kazdy kolejny scenariusz, jaki przychodzi mi do glowy, wydaje mi sie jeszcze bardziej nieprawdopodobny od poprzedniego.
wakacje mam zamiar spedzic intensywnie, kolejne pol roku na socratesie w niemczech w malej studenckiej miescinie. mam wiec nadzieje, ze wroce pelna zapalu do pisania pracy oraz z pomyslem na zycie. tak wlasnie wyglada moj plan. kolejna jego czesc polega na wyprowadzce z domu, ale to juz powinno pojsc z gorki.
a moze sobie wybiegam jakis scenariusz. bieganie klaruje mysli i sprawia, ze zycie wydaje sie jednoczenie spokojne i pelne pozytywnej, napedzajacej energii. cudowne.

skomentuj (1)

idzie nowe 2008-01-21 00:08:39

zycie mi sie powywracalo do gory nogami i sobie tak dyndam glowa w dol. jak na kolejce gorskiej. pedze pedze i nie chce sie zatrzymac, bo mi ten ped odpowiada jak nigdy dotad. nad niczym nie nadazam, wszystko dzieje sie szybciej, niz jestem w stanie pomyslec. i jest cudownie i kolorowo jak w kalejdoskopie, wzorki sie zmieniaja niemal codziennie, codziennie nabieraja nowych barw i codziennie mnie zaskakuja.

zmienilam stary sentymentalny lay na nowy szablon z blog.pl. przy okazji przejrzalam archiwum, nie cale wprawdzie, bo zaskakujaco duzo go jest. w kazdym razie na zmiane smialam sie do rozpuku i wzruszalam do lez. dziekuje wam za kazdy komentarz i za to, ze kiedys to czytaliscie ;) teraz pewnie pisze w pustke, ale wspomnienie kozy, bzykajacych sie krolikow przeznaczonych na pasztet, szlafroka babci, matury i innych takich wciaz wywoluje u mnie glupawke.

skomentuj (4)

design 2007-05-04 21:38:43

tak, nowy design powinien miec w sobie borowno. wlochata czapke, tate czekajacego w wannie, wycieczke dookola jeziora, piwo, krupnik z sokiem jablkowym, jeza, no i wszystkich, bez ktorych borowno nie byloby borownem.

skomentuj (1)

nie wiem co mnie pokusilo 2007-04-09 00:25:09

zeby tu zajrzec.
ale skoro to zrobilam, to moze cos napisze.
a wiec wielkanoc mamy, swiateczne rozmowy o swinskich jelitach przy sniadaniu, wujek przemeczony zyciem, oblesnie drapiacy sie po brzuchu, babcia z obolalym kregoslupem, ciocia niezadowolona z pogody, ktora wplywa na ogolne zle samopoczucie. slowem - swieta.

a z nowinek, to wyjezdzam w wakacje do zielonej krainy i wracam bogata.
wczesniej jeszcze do borowna, krainy alkoholem i szczesciem plynacej.

glebokich przemyslen brak, jestem pusta jak pek slomy, wiec nie zakoncze madrym moralem, ani nawet zgrabnym dowcipem.

dodano chwil kilka pozniej (sami ulozcie slowa w odpowiedniej kolejnosci)
ranyjulek.
toz to przeznaczenie.
poprzednia notka powstala dokladnie rok wczesniej. zaprawde niebywale.

skomentuj (4)

chodzi mi wciaz po glowie 2006-04-09 14:21:21

skandynawistyka.
ucze sie szwedzkiego i bardzo mi sie ten jezyk podoba. poza tym mysl, ze gdzies mozna sie uczyc ciekawszych rzeczy niz na PG, niesamowicie mnie kusi. tylko jakos watpie w to, czy znajde w sobie tyle zaparcia i wytrwalosci, zeby studiowac dwa kierunki na roznych uczelniach. moze za rok?

skomentuj (4)

jestem jakas taka 2006-03-16 20:13:15

podirytowana, zlosliwa i uszczypliwa. ale to silniejsze ode mnie, gdy codziennie zalewaja mnie pytania od ludzi absolutnie niezdolnych do podejmowania decyzji samodzielnie. jak ja nie lubie odpowiadac na "a co myslisz o tej bluzce?", "a czy powinnam isc na wyklad?", "no ale co ja mam zrobic?", "jak myslisz, no powiedz, no wez, nie badz taka".

a poza tym, to zostalam oskarzona (?) o brak romantyzmu, bo nie lubie czytac romansidel oraz ogladac komedii a'la meg rayan spotyka zarosnietego francuza w samolocie i na koncu sa ze soba dlugo i szczesliwie. wole sobie obejrzec cos tarrantino.

nie trawie tez ksiazek paulo coelho. za to z wielka checia czytam lolite. o fuj.

uszy mi wiedna od najnowszych przebojow z polskich komedii romantycznych. zamiast tego slucham nowej plyty placebo.

potrawie pofarbowac wlosy i nie obdzwonic z tej okazji kolezanek w celu pochwalenia sie.

nie uwazam urodzenia dziecka w czasie studiow za rzecz slodka, cudowna, ani -tym bardziej - romantyczna.

posiadam zdolnosc do wejscia do sklepu, zdecydowania bez konsultacji z nikim, co mi sie podoba, a nastepnie kupienia tej rzeczy rowniez nie pytajac nikogo, co o tym mysla.

bywa, ze chodze na zajecia z grupami, ktorych nie znam i nie jest dla mnie problemem to, ze nie bedzie z kim pogadac.

zapisuje sie na szwedzki oraz na basen dlatego, ze sprawia mi to przyjemnosc, a nie dlatego, ze ktos mi tak doradza. i jest mi obojetne, czy na takich zajeciach kogos znam, czy nie.

czy jestem dziwna?

skomentuj (10)

godziny 2006-02-06 19:33:37

urzadzamy przyjecia, opuszczamy rodziny, zeby wiesc samotne zycie w kanadzie; nie szczedzimy trudu, by pisac ksiazki, ktore i tak nie zmienia swiata, niezaleznie od tego, ile wlozono w nie talentu i wysilku, najbardziej szalonych nadziei. zyjemy, robimy to, co robimy, potem kladziemy sie spac - to takie proste i takie zwyczajne. niektorzy wyskakuja z okna, inni topia sie czy zazywaja zbyt duzo pigulek; znacznie wiecej sposrod nas ginie w wypadkach; a wiekszosc, zdecydowana, jest powolnie trawiona przez choroby lub, jesli ma troche szczescia, przez czas. na pocieszenie pozostaje tylko jedno: godzina w tym czy tamtym miejscu, kiedy nasze zycie, na przekor wszelkim przeciwnosciom i oczekiwaniom, otwiera sie nagle przed nami, dajac to, co zawsze istnialo w naszej wyobrazni, chociaz wszyscy z wyjatkiem dzieci (a moze nawet i one), zdajemy sobie sprawe z tego, ze po tych godzinach nieuchronnie nadejda nastepne, znacznie bardziej ponure i trudne. a jednak lubimy to miasto, cieszymy sie porankiem; ponad wszystko zywimy nadzieje na wiecej.
bog jeden wie, dlaczego tak je kochamy.

skomentuj (0)

comfortably numb 2006-01-03 23:59:55

tak bym chciala myslec tyle, co kiedys. a tymczasem popadam w totalna obojetnosc i nie jest mi z tym dobrze. cofam sie chyba troche emocjonalnie, duchowo, czy jakby tego nie nazwac.

skomentuj (3)

z refleksji powyzajdowych 2005-09-04 01:12:37

kupilam w stanach gumy winterfresh. tak musi smakowac proszek do czyszczenia kibla. nawet po 10 minutach guma rozpuszcza sie w ustach do takiej samej sproszkowanej konsystencji. trzeba czym predzej wypluc. ohyda.

skomentuj (2)

miles and miles away from home again... 2005-08-29 05:52:28

od dwoch miesiecy jestem daaaleko. to pierwszy raz, kiedy mam dostep do bloga. i za duzo mam do napisania, zeby to wszystko sensownie zebrac do kupy w slowa. to zdecydowanie najbardziej intensywne wakacje w moim zyciu. ale tez najbardziej samotne, tysiace mil od wszystkich, ktorzy dla mnie cos znacza. jednoczesnie totalny odpoczynek od wszelkich zmartwien, ktore zostaly gdzies za oceanem. wlasnie jestem gdzies na koncu swiata, w gorach, w pensylwanii, obok lezy czarny kociak. zdarzylam sie juz przyzwyczaic do niemal hollywoodzkiej scenerii w stylu "gdzie diabel mowi dobranoc".
robie zdjecia. robie duzo zdjec. zwiedzam. poznaje ludzi. i utwierdzam sie w przekonaniu, ze wszyscy, ktorzy krzywili sie, na to, ze wyjezdzam na wakacje do stanow, nie wiedza nic o tym miejscu. ja tez nie lubie obzerac sie w fast foodach, irytuje sie, gdy ktos mnie pyta, czy andy sa w polsce, nie potrafie zniesc debilnych amerykanskich komedii. a jednak to miejsce ma jakas magie. nie wiem, czy jest to ta szczera serdecznosc, ktora spotykam w kazdej osobie, ktora tu poznalam, czy moze kolor jeziora michigan, w ktore moglabym sie wpatrywac godzinami, albo urok malenkich gorskich wiosek. moze to niesamowite wrazenie wielkich miast i ich potega, czy przytulna wloska restauracja w nowym jorku. a moze wszystko po trochu.

za trzy dni wracam do rzeczywistosci.

skomentuj (4)

Księga Gości